Niektóre osoby przechodzą co miesiąc przez kilka dni, w których nastrój, drażliwość albo lęk stają się trudne do rozpoznania jako własne, i które ustępują niemal nagle wraz z pojawieniem się miesiączki. Przedmiesiączkowe zaburzenie dysforyczne (PMDD) określa ten układ, gdy jest nasilony i gdy niszczy pracę, relacje albo poczucie bezpieczeństwa emocjonalnego. Nie jest to ani cecha charakteru, ani przesada w opisie zespołu napięcia przedmiesiączkowego, i nie da się tego rozpoznać w ciągu jednego miesiąca.
Czym jest PMDD
PMDD to zaburzenie nastroju rytmizowane przez cykl miesiączkowy. Figuruje w DSM-5 wśród zaburzeń depresyjnych i jest ujęte w ICD-11. Ten status jest niedawny: przez długi czas obraz ten sprowadzano do narzekania albo temperamentu, a ta historia wciąż ciąży.
Jego rozstrzygającą cechą nie jest natura objawów, które przypominają objawy wielu innych zaburzeń, lecz ich kalendarz. Pojawiają się w fazie lutealnej, na tydzień lub dziesięć dni przed miesiączką, wyraźnie słabną w dniach po jej rozpoczęciu, a potem zostawiają okno, w którym są minimalne albo nieobecne. To właśnie ta naprzemienność, cykl po cyklu, definiuje zaburzenie. Dotyczy ono osób z cyklami owulacyjnymi: kobiet, ale też transpłciowych mężczyzn i osób niebinarnych, które miesiączkują.
Jak się objawia
Obraz obejmuje co najmniej jeden objaw z rdzenia afektywnego: wyraźną chwiejność emocjonalną, drażliwość lub złość, obniżony nastrój z poczuciem beznadziei, lęk lub napięcie wewnętrzne. Wokół tego rdzenia pojawiają się często utrata zainteresowania tym, co liczyło się tydzień wcześniej, trudności z koncentracją, znaczne zmęczenie, zmieniony apetyt i sen oraz objawy fizyczne, takie jak tkliwość piersi czy wzdęcia.
To, co osoby dotknięte opisują najczęściej, nie jest jednak listą, lecz przełączeniem: próg tolerancji spadający o jeden stopień, spojrzenie na własne życie zmieniające barwę w ciągu kilku godzin. Potem powrót trzeźwości spojrzenia, gdy okno minie, często z towarzyszącym wstydem za to, co zostało powiedziane albo pomyślane.
Wpływ na funkcjonowanie należy do definicji: bez niego opisujemy przedmiesiączkowy dyskomfort, który jest czymś innym.
Dwie pomyłki do rozwikłania
PMDD nie jest nieco silniejszym zespołem napięcia przedmiesiączkowego. Większość osób miesiączkujących zgłasza objawy przed miesiączką; PMDD dotyczy tylko niewielkiej mniejszości z nich. Różnica nie rozgrywa się na skali komfortu, lecz w tym, co ten okres rozbija: dni pracy, więzi, czasem poczucie bezpieczeństwa emocjonalnego.
PMDD nie jest zaostrzeniem przedmiesiączkowym. Depresja, zaburzenie lękowe, ADHD czy choroba afektywna dwubiegunowa, już obecne, mogą wyraźnie nasilać się przed miesiączką. Rozróżnienie tkwi w oknie, które następuje potem: w PMDD czas po miesiączce jest naprawdę spokojny, podczas gdy przy zaostrzeniu objawy utrzymują się przez cały miesiąc na niższym poziomie. To zmienia postępowanie. Ta sama chwiejność sprawia też, że PMDD myli się z osobowością chwiejną emocjonalnie typu borderline albo z chorobą afektywną dwubiegunową z szybką zmianą faz: i tu również rozstrzyga kalendarz.
Zostaje najbardziej kosztowny stereotyp: ten o kobiecie hormonalnej. Wyrządza on dwie przeciwstawne szkody: uniemożliwia potraktowanie realnego cierpienia poważnie i służy do zrzucania na hormony uzasadnionych sporów. Argument pozostaje argumentem, nawet wypowiedziany dwudziestego piątego dnia cyklu.
Co wiadomo, a co pozostaje przedmiotem sporu
Wbrew intuicji PMDD nie jest nadmiarem hormonów: oznaczenia mieszczą się zazwyczaj w normie. Dominująca hipoteza mówi o zróżnicowanej wrażliwości na prawidłowe wahania cyklu, w szczególności na metabolity progesteronu działające na układ GABA, zaangażowany w regulację lęku. Badania, w których hamowano owulację, a następnie ponownie wprowadzano hormony, wykazały, że objawy podążały za tymi wahaniami u osób dotkniętych zaburzeniem, a nie u osób z grupy kontrolnej. Tropy genetyczne pozostają bez jednoznacznych wniosków i żadne badanie krwi nie rozpoznaje PMDD.
Przebieg bywa różny: zaburzenie może pojawić się po pierwszej miesiączce albo dużo później, nasilać się w latach poprzedzających menopauzę i ustaje, gdy cykle owulacyjne się kończą. Z samej etykiety nie wynika żadne rokowanie indywidualne.
Rozpoznawanie i leczenie
Rozpoznawanie opiera się na codziennym prospektywnym dzienniczku prowadzonym przez co najmniej dwa cykle. Odtwarzanie z pamięci jest mało wiarygodne: wspomnienie nastrojów porządkuje się wokół tego, w co już się wierzy. Codzienne notowanie objawów, ich nasilenia i dni miesiączki pozwala specjaliście dostrzec oczekiwany wzorzec albo go nie dostrzec.
Istnieje kilka sposobów leczenia i ustala się je z lekarzem: niektóre leki przeciwdepresyjne działające na układ serotoninergiczny, których osobliwością jest tutaj często szybki efekt, a czasem stosowanie ograniczone do fazy lutealnej, niektóre hormonalne środki antykoncepcyjne, a w postaciach ciężkich i opornych na leczenie terapie hamujące owulację prowadzone w opiece specjalistycznej, do czego dochodzą podejścia psychoterapeutyczne.
Jeden punkt dotyczący bezpieczeństwa zasługuje na jasne wypowiedzenie: ryzyko myśli samobójczych jest wyższe w oknie lutealnym. Jeśli takie myśli się pojawią, trzeba porozmawiać z osobą wykonującą zawód medyczny, nie czekając na kolejny cykl, albo skontaktować się ze służbami ratunkowymi lub telefonem wsparcia w swoim kraju.
Wreszcie badania podają wyższe odsetki PMDD u osób autystycznych lub z ADHD, przy liczbach bardzo różniących się w zależności od metody. To nie jest reguła jednostkowa, ale powód, by nie zbywać tego pytania, gdy zostaje zadane.
... a życie uczuciowe
To, co naprawdę pomaga partnerowi, sprowadza się do niewielu rzeczy i żadna z nich nie jest spektakularna. Znajomość okna należy do nich: świadomość, że zbliża się trudny okres, pozwala uniknąć odczytywania każdego zdania jako wyroku na związek. Ale wspólny kalendarz może stać się narzędziem dyskwalifikacji, sposobem na uprzednie klasyfikowanie tego, co zostanie powiedziane. Zasada jest prosta: nazwać okno, nie usprawiedliwiając wszystkiego, co się w nim dzieje.
Drażliwość tej fazy nie jest wrogością skierowaną do kogokolwiek, ale nie jest też pełnomocnictwem in blanco: obie rzeczy obowiązują naraz. Wiele par znajduje równowagę, ustalając poza oknem, co pomaga, a co pogarsza sprawy: mniej ciężkich decyzji, uzgodnione wcześniej zdanie pozwalające się wycofać zamiast kłótni, oraz moment potem, by wrócić razem do tego, do czego trzeba wrócić.
Etykieta nie przewiduje ani formy, jaką przybiera okno, ani jego czasu trwania, ani tego, co pomoże właśnie tej osobie. Co do momentu, w którym o tym powiedzieć, nie ma reguły: wiele osób nazywa najpierw konkretną potrzebę, jak dostępna energia w pewnych momentach miesiąca, a całą historię zachowuje na później. Nic nie zmusza nikogo do wyjaśniania wszystkiego po to, by być szanowanym.